Kolej na kolej

Dział "Archiwalne dokumenty"

Jest sporo starych dokumentów kolejowych (instrukcje, plany, podręczniki, rozkłady jazdy itp), które trudno znaleźć w bibliotekach. Dlatego też założyłem dział Archiwalne dokumenty, ze zbiorami z mojej kolekcji i (za zgodą właścicieli) z innych źródeł. Oto niektóre z dokumentów:

  • służbowy rozkład jazdy Kraków Gł. Tow. – Kraków Czyżyny (1968)
  • Przepisy o odzieży służbowej pracowników PKP (1931)
  • Przepisy Eksploatacji Technicznej Kolei (1956)
  • Instrukcja M2 dla pomocnika maszynisty parowozowego (1945)
  • Przepisy H4 o przewozie przesyłek służbowych i gospodarczych (1947)
  • Instrukcja D17 o zapewnieniu sprawności kolei w zimie  (1960)
  • „Parowóz” podręcznik dla maszynistów, Aureli Rybicki (1921)
  • Mapa rozwoju galicyjskiej sieci kolejowej 1847-1914
  • Dokumenty Komisji Językowej Ministerstwa Komunikacji (1931-1932)
  • Rozkłady jazdy podmiejskich tramwajów w Łodzi (1948) NOWE

Pełna lista i bardziej szczegółowy opis jest tutaj

Pomniki kolejarzy

Tytuł powinien być „pomniki ludzi w różny sposób związanych z kolejnictwem”, ale to za długie. Tyle wstępu, zaczynamy od początku, czyli od Wielkiej Brytanii w 19. wieku.

George Stephenson (1781 – 1848), brytyjski inżynier-samouk, znany jest przede wszystkim jako „ojciec kolei parowych”, był projektantem prototypu współczesnego parowozu. Gdy budowa pierwszej ogólnodostępnej linii kolejowej między Liverpoolem a Manchesterem dobiegała końca, ogłoszono konkurs na dostawę parowozów. W październiku 1828 Stephenson zaprezentował swoją maszynę Rocket, która jako jedyna spełniła wymagania konkursu, a nawet je znacznie przekroczyła. To jemu zawdzięczamy szerokość standardowego rozstawu szyn kolejowych (1435 mm).

Jest kilka pomników Stephensona w Wielkiej Brytanii. Jeden z nich stoi w Newcastle, w okolicy którego się urodził. Drugi jest przed dworcem w Chesterfield, w pobliżu którego spędził on ostatnie 10 lat życia.

Pomnik George’a Stephensona w Newcastle. Na postumencie są cztery figury, symbolizujące dziedziny jego aktywności zawodowej: górnictwo, budowa parowozów, kowalstwo i budowa mostów
Pomnik George’a Stephensona w Chesterfiield. W lewej ręce trzyma model lokomotywy „Rocket”. a w prawej ogromny cyrkiel oparty o koło kolejowe

A skoro wspomniałem lokomotywę Rocket i otwarcie linii Liverpool – Manchester, to wypada pokazać pomnik człowieka, którego związek z tym wydarzeniem, i w ogóle z koleją, jest raczej przypadkowy a na pewno tragiczny. Chodzi o Williama Huskissona (1770 – 1830), posła Izby Gmin z Liverpoolu, który wraz z innymi prominentami brał udział w ceremonialnym przejeździe pociągami do Manchesteru w dniu otwarcia linii. Pociąg ciągnięty przez Rocket i prowadzony przez Stephensona zatrzymał się na jednej z pośrednich stacji, by nabrać wody. Huskisson wysiadł z wagonu na drugi tor i wpadł pod inny pociąg jadący po tym torze. W wypadku stracił nogę i zmarł parę godzin później. Jest on pierwszą śmiertelną ofiarą wypadku kolejowego.

Pomnik, a raczej mauzoleum, stoi w wykopie linii kolejowej Liverpool-Manchester, w miejscu gdzie wydarzył się wypadek.

Mauzoleum Williama Huskinssona w miejscu jego śmiertelnego wypadku
Oryginalna tablica pamiątkowa z mauzoleum Huskinssona, obecnie w Muzeum Kolei w Yorku

Zostajemy jeszcze w Wielkiej Brytanii. Isambard Kingdom Brunel (1806 – 1859) to inżynier, konstruktor linii kolejowych, statków parowych tuneli i mostów, główny inżynier kolei Great Western Railway. Kolej ta miała nietypowy, bardzo szeroki rozstaw szyn (2140 mm), który musiała zmienić po śmierci Brunela gdy parlament uchwalił wprowadzenie jednego standardu (1435 mm) w całej Wielkiej Brytanii. Z kolejowych osiągnięć które przetrwały próbę czasu to dworce Bristol Temple Meads, Exeter St Davids i London Paddington, oraz Box Tunnel na linii miedzy Londynem a Bristolem. W chwili oddania do użytku (rok 1841), był to najdłuższy tunel kolejowy na świecie (2,95 km).

Pomnik Brunela w Londynie, koło stacji metra Temple
Pomnik Brunela na kampusie Uniwersytetu Brunela w Uxbiridge

Przenieśmy się teraz do Polski. Na początek pomniki „ogólnych” kolejarzy. Pierwszy z Nowego Sącza, na skwerze naprzeciw dworca PKP. Uwaga: nowosądecki portal informacyjny nowysacz.naszemiasto.pl w artykule z 23 grudnia 2009 napisał „Bez fanfar, bez przecinania wstęgi, nawet bez poświęcenia przez księży, na skromnym cokole ustawiono wczoraj w Nowym Sączu mosiężny pomnik sądeckiego maszynisty„. Nie wiem czym grozi oglądanie pomnika nie pokropionego przez księżulka, ale na wszelki wypadek ostrzegam.

Drugi pomnik stoi przez dworcem w Grodzisku Mazowieckim. Upamiętnia 170. rocznicę otwarcia Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej.

Pomnik kolejarza przed dworcem w Nowym Sączu
Pomnik kolejarza przed dworcem w Grodzisku Mazowieckim

Są też dwa „ogólne” pomniki w północno-zachodniej Polsce: przed Dworcem Głównym w Szczecinie i na Rynku Staromiejskim w Stargardzie. Ten pierwszy przekłada zwrotnicę. Ma na sobie czapkę mundurową i buty, reszta ubioru jest pozostawiona fantazji oglądającego. O tym drugim można poczytać w blogu prowadzonym przez Proszę Wycieczki.

A teraz o dwóch Polakach zasłużonych dla rozwoju kolei. Aleksander Wasiutyński (1859 – 1944), profesor Politechniki Warszawskiej, pracownik Wydziału Drogowego Kolei Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej. W 1919 roku stworzył projekt kolei średnicowej w Warszawie, której budowę rozpoczęto 5 lat póżniej. W okresie międzywojennym stworzył stację doświadczalną na stacji Włochy (obecnie Warszawa Włochy) w której przy użyciu fotografii dokonywał precyzyjnych pomiarów ugięcia i odkształcenia toru pod wpływem obciążeń jakie powodowały przejeżdżające pociągi.

Roman Podoski (1873 – 1954) był inżynierem-elektrykiem, profesorem Politechniki Warszawskiej i pionierem elektryfikacji polskich kolei Pracował przy elektryfikacji tramwajów warszawskich (1907), rekomendował w roku 1921 zastosowanie prądu stałego o napięciu 3000 V najpierw w węźle warszawskim, a później (czego nie zdążono zrealizować przed wojną) na liniach Warszawa — Katowice/Kraków, Warszawa — Poznań i Katowice — Lwów.

Popiersie Aleksandra Wasiutyńskiego w Instytucie Kolejnictwa w Warszawie
Tablica upamiętniająca Romana Podoskiego na budynku dworca Warszawa Śródmieście

Teraz Belgia: pomnik na dworcu Bruxelles-Central/Brussel-Centraal, upamiętniający 3012 kolejarzy poległych w czasie dwóch wojen światowych.

Centralny dworzec w Brukseli: pomnik kolejarzy poległych w czasie wojen światowych

Wojsko wreszcie ma salonkę

Bardzo się cieszę, że Ministerstwo Obrony Narodowej dba o bezpieczeństwo mojego kraju, kupując nowy sprzęt. Jeszcze bardziej się cieszę, gdy tym sprzętem jest tabor kolejowy, bo daje mi to okazję do napisania kolejnego postu na ten temat

W maju kontrakt wartości 85,1 mln złotych netto na osiem wagonów kolejowych dla wojska ogłoszony przez PKP Intercity wygrała spółka H. Cegielski-Fabryka Pojazdów Szynowych (była to zresztą jedyna oferta w przetargu).

Na gdańskich targach kolejowych Trako, PKP IC i FPS H. Cegielski pokazały nowe wagony przeznaczone dla wojska. Szczególnie ciekawy jest jeden z nich: salonka, najprawdopodobniej do przewozu oficerów i VIPów, z licznymi przedziałami z miejscami do leżenia, w tym dwuosobowymi.

Dwuosobowy przedział z miejscami do siedzenia/leżenia w wojskowej salonce

W wagonie znajduje się w pełni wyposażona przestrzeń barowa, lepsza od tego co cywilnym pasażerom oferuje WARS.

Salonka zamówiona przez Ministerstwo Obrony Narodowej
Wojskowa salonka

Jak widać na zdjęciu, przy barze znajduje się przestrzeń konferencyjna. Są wszelkie inne bajery: klimatyzacja, wieszaki na ubrania, rolety, system informacji pasażerskiej, ekrany LCD. Wagon jest homologowany do kursowania z prędkością do 200 km/h w Polsce i większości krajów Europy.

Wojskowe wagony nie będą używane w cywilnym transporcie pasażerskim, ale mają zewnętrzne oznakowania takie jak standardowy tabor, łącznie z miejscami dla osób starszychi kobiet ciężarnych.

Miło wiedzieć, ze wyżsi oficerowie i inne VIPy w komforcie dojadą nad granicę polsko-białoruską i że system informacji pasażerskiej będzie ich informował ilu nielegalnych imigrantów znajduje się na trasie pociągu.

zdjęcia: M. Szymajda

Transeuropejski pociąg CEE – po co?

Specjalny transeuropejski pociąg CEE (Connecting Europe Express), uruchomiony przez Komisję Europejską i narodowych przewoźników kolejowych z okazji obchodów Roku Kolei, przejechał przez Polskę. Z obowiązku blogowokolejowego poszedłem w poniedziałek 20 września 2021 na dworzec Warszawa Centralna by ten pociąg tam zobaczyć.

No i od razu wpadłem w rzeczywistość polskiej kolei. Rozkład jazdy CEE został opublikowany miesiąc temu i postój na Centralnej był przewidziany w godzinach 11:05 do 12:30. Ale miesiąc to za dużo by nie zmienić rozkładu jazdy, i ostatecznie miał przyjechać o 12:00 a odjechać o 13:15 lub 13:24, zależy w którą informację wierzyć. Bo na monitorach z rutynowymi rozkładami odjazdów było co innego niż na wielkich ekranach na peronach. Warto zwrócić uwagę, że na drugim zdjęciu, tuż pod informacją o przyjeździe o 12:00 widać zegar pokazujący 12:11, a pociągu wciąż nie ma (przyjechał o 12:20).

Informacja na tablicy odjazdów
Informacja na wielkim ekranie na peronie

Oczekiwanie na przyjazd CEE można było sobie umilić słuchaniem komunikatów o opóźnieniach. „Pociąg Intercity Sprii z Warszawy Wschodniej do Berlina planowy odjazd 11:57 jest opóźniony o 5 minut. Opóźnienie może ulec zmianie”. Po pięciu minutach: „….jest opóźniony o 10 minut…” Po 10 minutach: ” …..jest opóźniony o 20 minut…”. Dla szerszej publiczności wyjaśniam, że (a) ten pociąg zaczyna bieg na stacji Warszawa Wschodnia, odległej od Centralnej o jakieś 4 km (b) pociąg nazywa się Spree, od rzeki w Berlinie, natomiast Sprii to wymowa tej nazwy według standardów PKP.

Oczekiwany pociąg wreszcie przyjechał na tor 3. przy peronie 2., z zaledwie dwudziestominutowym opóźnieniem. Tak naprawdę to po raz pierwszy zatrzymał się na Centralnej wczesnym rankiem, po przyjechaniu z Słowacji przez Muszynę. Następnie pojechał na stację postojową Warszawa Grochów, gdzie został umyty i oporządzony przed dalszą drogą.

Dużą ciekawostką było to, że CEE wjechał na Centralną od strony Warszawy Wschodniej, jadąc po torze niewłaściwym (w normalnej mowie: po lewym torze, czyli „pod prąd”). Miał lokomotywy z tyłu i z przodu, tę przednią (w kierunku wjazdu) odczepiono gdy zrobiła swoje, czyli wprowadziła pociąg.

Zrobiłem zdjęcia wszystkich pojazdów w tym pociągu. Fatalne warunki: wąski peron, refleksy od świetlówek oświetlających peron…. Dlatego czasami posłużyłem się zdjęciami z innych źródeł. Aha: do wagonów nie wpuszczano motłochu z peronu, dostęp do wnętrza miały tylko różnej maści VIPy. Moją osobistą opinię na temat CEE zostawiam na koniec.

Oto lokomotywa typu EU160 (Griffin), w specjalnej malaturze z okazji roku kolei. Wjechała ona na stację na końcu pociągu (który po przyjeździe stał się początkiem pociągu), a jej zadaniem było poprowadzić skład do Gdańska, na targi kolejowe Trako.

Następny za lokomotywą był wagon MAV-u, czyli kolei węgierskich.

Następnie: DB czyli koleje niemieckie

Dalej: wagon typu Corail (SNCF czyli Francja). W środku stół konferencyjny.

Następny wagon to FS czyli koleje włoskie. Wyposażenie jeszcze bardziej nietypowe niż wagonu francuskiego: bufet i torby z tajemniczymi bonusami. Wszystko wyłącznie do oglądania przez szybę.

A dalej największa ciekawostka taborowa: panoramiczny wagon pierwszej klasy kolei szwajcarskich, z oknami zachodzącymi na sufit. Tego nie dało się porządnie sfotografować na peronie moim sprzętem. więc posłużę się zdjęciem i tweetami Jakuba Madriasa, reportera portalu Rynek Kolejowy.

Następny jest wagon z innego alpejskiego kraju: Austrii. Sypialny z nocnych pociągów ÖBB Nightjet.

No i wreszcie dwa polskie wagony, skromnie na końcu składu:

Wagon 111A-30 Combo, produkcji FPS Cegielski, z miejscami dla rowerów
Wagon typu 174A, tylko z miejscami siedzącymi

No dobrze, po co ta impreza? Po co pociąg CEE (a raczej 3 pociągi ze względu na różne rozstawy szyn) jeździ od 2 września, w 36 dni przejeżdżając przez 26 państw członkowskich Unii Europejskiej? Ta inicjatywa Komisji Europejskiej ma promować kolej jako bezpieczny i ekologiczny środek transportu. Piękne słowa, godny poparcia cel.

Tylko co z kosztem i skutecznością tej promocji? Kosztuje ona niemało, w sensie czasu, materiałów i pieniędzy. Ale czy ktokolwiek kto przypadkiem zobaczy CEE pomyśli sobie „kolej to świetna rzecz – pojadę pociągiem!”. Na trasie Warszawa-Gdańsk w ośmiu wagonach podróżowało tylko około 40 osób, skądinąd profesjonalnie związanych z koleją- czy to jest przykład właściwego wykorzystania taboru? I czy akurat te osoby trzeba było przekonywać do kolei?

Według rozkładu pociąg CEE po wyruszeniu z Gdańska do Kowna ma się zatrzymać w Trakiszkach, przy granicy polsko-litewskiej. Mieszkańcy tej wioski będą mieli okazję, by przypomnieć sobie jak wygląda pociąg osobowy: w rozkładzie jazdy 2020/21 ze stacji tej pociągi odjeżdżały tylko w weekendy w drugiej połowie grudnia….

Warszawa: parada tramwajów 18/09/2021

Główną atrakcją Dni Transportu Publicznego 2021 miała być parada tramwajów – od najstarszego z 1908 roku do najnowszego, z 2021, jeszcze nieużywanego w codziennym ruchu.

Według zapowiedzi, wszystko miało się zacząć o 11:00 na placu Narutowicza, gdzie miały być zgromadzone tramwaje uczestniczące w paradzie (dla nieznających tego miejsca: jest tam wielka pętla tramwajowa z kilkoma obecnie nieużywanymi torami). Na parę dni przed sobotą 18 września dowiedziałem się o ważnej rodzinnej imprezie o godzinie 12:00 w centrum Warszawy. W żaden sposób nie mogłem się od tego wykręcić, więc zaplanowałem sobie, że pojadę na pl. Narutowicza wcześniej, zrobię zdjęcia, a jak tramwaje ruszą na paradę, to przejadę kilka przystanków i wysiądę tam gdzie będę miał blisko do kochanej rodzinki.

Zaczęło się nadspodziewanie dobrze. Gdy dochodziłem do przystanku z którego miałem dotrzeć na pl. Narutowicza, podjechał jeden z zabytkowych tramwajów, typ K, nr. boczny 435, z 1940 roku, tego dni kursujący na linii 36. Nie miałem czasu by zrobić zdjęcie na tym przystanku , ale cały w skowronkach wsiadłem do tramwaju, który zaraz ruszył w drogę (i o mało co nie wpadł na samochód policyjny, ale to tak na marginesie). Skądinąd jazda była mało komfortowa: straszliwie trzęsło i na zakrętach piszczało nie do wytrzymania.

Udało mi się natomiast zrobić zdjęcie zza pleców motorniczego. Miał czapkę z czerwonym otokiem, też z dawnych czasów. Na zdjęciu stoi prowadząc tramwaj. Była to plus minus normalna pozycja robocza w starych pojazdach, aczkolwiek do dyspozycji był też wolnostojący wysoki taboret na trzech nogach, coś w rodzaju stołka barowego. Maszynista lewą rękę trzyma na tzw. korbie, którą reguluje szybkość pojazdu. Będzie o tym nieco więcej nieco dalej. W prawym dolnym rogu zdjęcia (kliknij zdjęcie aby powiększyć) widać czerwony pręt z rączka służący do ręcznego przekładania zwrotnic. W niektórych, starszych modelach tramwajów była jeszcze mała szpara w podłodze, przez którą można było przełożyć zwrotnicę nie wysiadając z wagonu. Oczywiście o ile udało się zatrzymać w odpowiednim miejscu, z dokładnością do kilku centymetrów.

Dojechaliśmy na plac Narutowicza. Wysiadłem po jednej stronie placu, by przejść na drugą, gdzie stały „paradne” tramwaje. W międzyczasie pstryknąłem zdjęcie tramwaju typu K na tle współczesnego. Stare i nowe…..

Tramwaj typu K, obsługujący linię 36, na placu Narutowicza

A teraz parę zdjęć wnętrza tramwaju K. Na początek pulpit sterowniczy. Z lewej strony jest korba (chyba oficjalna nazwa jest inna, ale starzy tramwajarze tak o tym mówią), na zdjęciu w pozycji neutralnej. Szybkość jazdy reguluje się poruszając korbę w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara, aż do pozycji odpowiadającej mniej więcej godzinie 4. W przeciwnym kierunku włącza się coraz silniejsze hamowanie silnikami (do pozycji godziny 6.). Obok korby jest miejsce na dźwignię nawrotnika (której na zdjęciu nie ma, bo to jest tylny pomost). Nawrotnik ma pozycje „przód”, „tył” i „zero”. Tę ostatnią można nastawić tylko wtedy gdy korba jest w pozycji neutralnej, i tylko wtedy można nawrotnik zdjąć (by np. przenieść się na drugi pomost aby jechać z przeciwnym kierunku). Druga, duża korba po prawej stronie to hamulec ręczny, konieczny do zatrzymania tramwaju przy małej szybkości i unieruchomieniu go na postoju. Pozioma dźwignia za hamulcem ręcznym włącza piasecznicę. Jedynym ukłonem w stronę współczesności jest czerwony przycisk elektrycznego dzwonka; w oryginalnej wersji dzwonek mechaniczny uruchamiało się pedałem w podłodze. Aha, ten biały prostokąt pod korba hamulca to nie jest stałe wyposażenie pulpitu, tylko rozkład jazdy i inne papiery bez których w dzisiejszych czasach nie da się jeździć.

I jeszcze coś (po lewej) co teraz pewnie nazwałoby się „system łączności wewnątrzpojazdowej”, czyli mechaniczny dzwonek nad głową maszynisty, z linkę idącą przez całą długość wagonu do tylnego pomostu, gdzie urzędował konduktor. Gdy pasażerowie skończyli wsiadać, pociągał on za linkę, dając motorniczemu sygnał do odjazdu. W razie niebezpieczeństwa konduktor lub pasażerowie pociągali za linkę kilkakrotnie: kilka szybkich dzwonków oznaczało „stój”. Mój najstarszy wujek, tramwajarz od lat 1930-tych, mawiał, że gdy „oficjalny” dzwonek nie działał, stukało się szczypcami do przecinania biletów w jakąś metalową część wagonu, i działało to równie dobrze. A po prawej fotka z bezpiecznikami i wyłącznikami (np. świateł we wnętrzu wagonu), nad przednimi drzwiami, bez żadnej skrzynki czy pokrywy. U dołu widać linkę od dzwonka.

No a co jeszcze było do obejrzenia na placu? Było kilka innych starych pojazdów i jeden bardzo nowy, ale nie dało się do nich podejść zanim wyruszyły w drogę. Idea była, że oglądanie z bliska i od środka miało być dopiero po zakończeniu parady, czyli około 13:00, czyli już wtedy gdy miałem być z rodziną. Udało mi się zrobić zdjęcie najstarszemu czynnemu warszawskiemu tramwajowi, typu A, numer boczny 43, z 1908 roku. Warszawa była wtedy pod zaborem rosyjskim. Wszelkie napisy w miejscach publicznych mogły być dwujęzyczne, ale tekst rosyjski musiał być powyżej tekstu polskiego, albo na lewo od niego.

Tramwaj typu A, numer boczny 43, z 1908 roku
Dwujęzyczne tabliczki "Mokotów" i "Niema miejsca"
Dwujęzyczna tabliczka "zabranie się wsiadać i wysiadać podczas ruchu"

No dobrze, a co z tym najnowszym tramwajem? Ano nic, przynajmniej z w tym poście. W ramach czasu który miałem do dyspozycji, nie udało mi się go zobaczyć od środka, ani nawet porządnie z zewnątrz. Chodzi o tramwaj produkcji Hyundai Rotem, którego główną zaletą ma być to, ze jest znacznie cichszy na zakrętach. Na razie trwają odbiory i próby techniczne pierwszych dwóch egzemplarzy, pasażerowie mają zacząć korzystać z nich najpóźniej w listopadzie 2021.

Z tego samego powodu, czyli braku czasu, nie miałem szans przejechać się którymś z eksponowanych tramwajów w czasie parady. Jak się dowiedziałem, jazda miała być bez zatrzymywania się na przystankach i trwać ponad godzinę. Miałem inne zobowiązania… Ale na pociechę załączam (cudzy) film z parady, na pewno lepszy niż ja bym zrobił.

Budowa kolei a zabytki

Jednym ze standardowych argumentów przeciwko budowie jakiejkolwiek nowej linii kolejowej, drogi, osiedla czy fabryki jest to, że ten obiekt zniszczy jakieś zabytkowe miejsce. Tym razem wydarzyło się inaczej – w Anglii przy budowie linii kolejowej HS2*) odkryto ruiny zapomnianego romańskiego kościoła z około 1080 roku.

HS2 to kolej dużych prędkości, mająca początkowo połączyć Londyn z Birmingham (około 225 km), a później (w na razie nieokreślonej przyszłości) przedłużona do Manchesteru i Leeds. Inwestycja jest kontrowersyjna, ze względu na koszt i na to, że w dużej części przechodzi przez spokojne, idylliczne angielskie wioski, których mieszkańcy nie są zachwyceni że budowa zakłóca im spokojne życie.

Jedną z miejscowości przez którą ma przechodzić HS2 jest Stoke Mandeville, wieś położona około 55 km na płn-zach od centrum Londynu. Kościół św, Marii w tej wiosce wpisał się w historię budowy kolei gdy okazało się że około 3000 grobów ze średniowiecznego przykościelnego cmentarza, gdzie ostatni pogrzeb miał miejsce w 1908, trzeba było przenieść na nowe miejsce.

Okazało się też, ze pod kościołem, nieużywanym od 1880 roku i zburzonym w 1966, są pozostałości prawie tysiącletniej kaplicy. Uważa się, że początkowo należała ona do właściciela okolicznego majątku a po kolejnych rozbudowach w trzynastym, czternastym i siedemnastym wieku  stała się parafialnym kościołem dla całej wsi.

Archeolodzy badają resztki romańskiej kaplicy pod kościołem św. Marii

Zespól archeologów badający pozostałości kaplicy znalazł rzymskie dachówki w fundamentach romańskiej budowli. Wiadomo, że w okolicy były rzymskie osady, i materiał z nich został, używając współczesnego określenia. zrecyklowany przy budowie świątyni chrześcijańskiej. (Nota historyczna: Rzymianie okupowali Brytanię w latach 55 p.n.e – 410 n.e.).

Odkryto również średniowieczne graffiti:

Średniowieczne graffiti z kaplicy pod kościołem św. Marii

Na zakończenie taka ciekawostka o Stoke Mandeville, niezwiązana z koleją ani z wykopaliskami. We tej wiosce jest szpital z największym w Europie oddziałem urażeń kręgosłupa. W tym szpitalu w 1948 roku odbyły się Zawody dla Sparaliżowanych w Stoke Mandeville (Stoke Mandeville Games for the Paralyzed), które dały początek igrzyskom paraolimpijskim.

__________________________________

*) HS2 to High Speed 2, czyli druga linia kolei dużych prędkości. HS1 (długość 108 km, maksymalna szybkość 300 km/h) prowadzi z Londynu do Eurotunelu.

zdjęcia: hs2.org.uk

Domowa atmosfera w pociągu

Zrobię przerwę w pisaniu o katastrofach, zapadlinach pod torami, itp. Tym razem będzie coś pogodniejszego.

Pasażerowie wieczornego pociągu Great Western Railway z Londynu Paddington do Cheltenham zauważyli staromodną lampę podłogową z abażurem oświetlająca jeden z wagonów. Okazało się, że Robbie Humphries, muzyk ze Stroud, wiózł ją z Londynu do swojego domu i wpadł na pomysł by ją postawić na podłodze w przejściu miedzy siedzeniami i włączyć do kontaktu.

Lampa podłogowa w pociągu z Londynu do Cheltenham (foto: Clare Austin)

Robbie Humphries powiedział, że ta lampa będzie ozdobą jego domu i przez długie lata będzie oświetlać pięć dolin, u zbiegu których leży jego rodzinne miasto Stroud,

Wagony tylko dla wojska mają miejsca dla osób starszych i w ciąży

Wagony do przewozu wojska są już gotowe.

W sierpniu 2021 PKP Intercity odebrało pierwsze cztery wagony przeznaczone wyłącznie do przewozu wojska. W przetargu na osiem wagonów kolejowych dla wojska ogłoszonym w 2019 roku jedyną ofertę na sumę 85,1 mln złotych złożyła spółka H. Cegielski-Fabryka Pojazdów Szynowych (FPS). Skądinąd wagony miały być gotowe w zeszłym roku.

Wagony te należą do najnowocześniejszych, jakie produkuje FPS.  Na burtach mają logo PKP Intercity, ale nie będą dostępne dla ruchu pasażerskiego. Powodem jest m. in. ich specjalne przystosowanie do przewozu żołnierzy, takie jak szafki na broń. Ale na ścianach bocznych wagonu są oznaczenia o obecności miejsc dla osób starszych mających problemy z poruszaniem się oraz kobiet w ciąży. Dlaczego, skoro wagony mają wozić wyłącznie żołnierzy?

wagony Ministerstwa Obrony Narodowej, produkcji FPS Cegielski
Wagony dla MONu, typ 175A3. Foto: Marcin Maciej Goliszewski

Rzeczniczka PKP Intercity Katarzyna Grzduk tłumaczy, że te wagony nie są pojazdami, dla których przewidziano odrębną ścieżkę homologacyjną. W związku z tym są one traktowane jak wszystkie wagony pasażerskie, mimo że nie będą używane w publicznych przewozach osób.

Portal Rynek Kolejowy zapytał Katarzynę Grzduk, czy w związku ze standardową procedurą, wagony nie powinny spełniać również innych wymagań, takie jak miejsca do przewozu rowerów lub dostęp dla osób poruszających się na wózkach? Pani rzecznik odpowiedziała, że miejsca rowerowe oraz dla osób poruszających się na wózkach wymagane są w pociągach komercyjnych, a nie w wagonach wojskowych.

Biorąc pod uwagę, że ostatnio zaczęto powoływać na ćwiczenia rezerwistów w wieku powyżej 60 lat, zapewnienie w wagonach wojskowych miejsc dla osób starszych mających problemy z poruszaniem się wcale nie jest bezsensowne…

Parowóz TKt48 unieruchomiony: brakuje pieniędzy na naprawę

Parowóz TKt48-18, do tej pory jedyny czynny w jaworzyńskim Muzeum Kolejnictwa i na całym Dolnym Śląsku, oczekuje na główną naprawę rewizyjną. Taka naprawa to trwający wiele tygodni niemal całkowity demontaż parowozu, a następnie dokładny przegląd wszystkich części. Jej celem jest doprowadzenie parowozu do stanu jak najbardziej zbliżonego do stanu fabrycznego.

Parowóz TKt48-18 na obrotnicy w Jaworzynie Ślaskiej w 2013 roku
TKt48-18 w Jaworzynie Ślaskiej w 2013 roku (Wikipedia: Travelarz)

Ostatnie pociągi prowadzone przez TKt48-18 jeździły w październiku 2020. Od tego czasu minął wymagany przepisami termin naprawy głównej. Trwa zbieranie funduszy na jej przeprowadzenie. Droga do powrotu maszyny na tory jest jednak daleka: trzeba będzie poczekać co najmniej półtora roku.

W międzyczasie proponuję obejrzeć film z przejazdy pociągu retro, prowadzonego TKt48-18, do Szklarskiej Poręby w 2017 roku:

Zamknięcie i ograniczenie działalności muzeum spowodowane restrykcjami pandemicznymi bardzo źle wpłynęły na jego finanse. Wprawdzie otwarty teren i duże przestrzenie, na których stoją eksponaty zezwalały na przyjęcie skromnej liczby gości, ale nie uratowało to muzeum przed katastrofą finansową. Katarzyna Szczerbińska Tercjak, dyrektorka muzeum, mówi że w 2020 roku nie było praktycznie w ogóle turystów zagranicznych i w ogóle liczba odwiedzających w tamtym roku była w porównaniu z poprzednimi sezonami znikoma.

Kiedy ujrzymy jaworzyńską TKt48 znów pod parą? Według pani Katarzyny Szczerbińskiej-Tercjak nieprędko, nie wcześniej niż za co najmniej półtora roku. Koszt przeprowadzenia naprawy rewizyjnej wynosi kilkaset tysięcy złotych. W muzeum trwają tymczasem również kosztowne prace przy renowacji budynków. Optymizm dyrekcji budzi jednak bardzo dobra frekwencja w bieżącym sezonie turystycznym, co pozwoli podreperować budżet.

 Parowóz TKt48-18 wyprodukowano w 1951 roku w zakładach H. Cegielski w Poznaniu. i początkowo pracował w parowozowni Warszawa Wschodnia. W 1964 został przeniesiony na Dolny Śląsk (lokomotywownia w Jeleniej Górze), a w 1994 został przekazany skansenowi w Jaworzynie Śląskiej,

Samochodem po torach

Aaron O’Halloran, 32-letni mieszkaniec Birminghamu, został skazany na 15 miesięcy więzienia za przejechanie samochodem około 800 metrów po szynach, powodując ośmiogodzinne opóźnienie w ruchu pasażerskim.

Brytyjska Policja Transportowa (British Transport Police, odpowiednik polskiej Straży Ochrony Kolei) w czasie procesu sądowego przedstawiła dowody (m.in powyższe video), że O’Halloran wjechał na tory na przejeździe kolejowym w Duddeston i przejechał około 800 metrów w kierunku Aston. Samochód został porzucony na torach i kierowca uciekł. Gdy go złapano, twierdził że to nie on prowadził pojazd, ale znaleziono w samochodzie komórkę, którą zidentyfikowano jako własność O’Hallorana. W czasie jazdy po torach samochód spowodował szkody wycenione na £23.000 (ponad 100.000 zł)

Aaron O’Halloran został skazany na 15 miesięcy więzienia i zakaz prowadzenia pojazdu przez dwa lata. Skądinąd w momencie przestępstwa miał on odebrane prawo jazdy, a samochód nie miał ubezpieczenia.

Rowerem na Hel: więcej pociągów po wakacjach

Zbliża się koniec sezonu letniego, i właśnie teraz województwo pomorskie zwiększa liczbę pociągów do Helu we wrześniowe weekendy. Pojawiły się dodatkowe połączenia, w których można też wozić rowery.

Jak pisałem poprzednio, na wniosek Polregio w terminie od 26 czerwca do 31 sierpnia wprowadzono poważne ograniczenia przewozu rowerów na trasie Gdynia Gł. – Hel, pod pretekstem zapewnienie miejsc pasażerom, w tym szczególnie rodzinom podróżującym z dziećmi w wózkach oraz osobom z niepełnosprawnościami.

Obecnie uruchomiono dwie dodatkowe pary pociągów łączących Trójmiasto i Hel w weekendy. Będą kursować od 4 września do 3 października 2021. Rozkład jazdy tych dodatkowych pociągów został tak ułożony, aby umożliwić jednodniowe wycieczki z Trójmiasta. Wyjadą ze stacji Gdynia Główna w soboty i niedziele o godzinie 9:35 i 11:05, a z Helu 12:14 i 17:50.

Dodatkowo od końca wakacji wprowadzona została możliwość przewozu rowerów we wszystkich pociągach kursujących linią do Helu. Trzeba jednak pamiętać, że wymaga to uprzedniego zakupu rezerwacji miejsca na rower.

%d blogerów lubi to: