Kolej na kolej

Strona główna » Posty oznaczone 'stary tabor'

Archiwa tagu: stary tabor

Warszawa: parada tramwajów 18/09/2021

Główną atrakcją Dni Transportu Publicznego 2021 miała być parada tramwajów – od najstarszego z 1908 roku do najnowszego, z 2021, jeszcze nieużywanego w codziennym ruchu.

Według zapowiedzi, wszystko miało się zacząć o 11:00 na placu Narutowicza, gdzie miały być zgromadzone tramwaje uczestniczące w paradzie (dla nieznających tego miejsca: jest tam wielka pętla tramwajowa z kilkoma obecnie nieużywanymi torami). Na parę dni przed sobotą 18 września dowiedziałem się o ważnej rodzinnej imprezie o godzinie 12:00 w centrum Warszawy. W żaden sposób nie mogłem się od tego wykręcić, więc zaplanowałem sobie, że pojadę na pl. Narutowicza wcześniej, zrobię zdjęcia, a jak tramwaje ruszą na paradę, to przejadę kilka przystanków i wysiądę tam gdzie będę miał blisko do kochanej rodzinki.

Zaczęło się nadspodziewanie dobrze. Gdy dochodziłem do przystanku z którego miałem dotrzeć na pl. Narutowicza, podjechał jeden z zabytkowych tramwajów, typ K, nr. boczny 435, z 1940 roku, tego dnia kursujący na linii 36. Nie miałem czasu by zrobić zdjęcie na tym przystanku , ale cały w skowronkach wsiadłem do tramwaju, który zaraz ruszył w drogę (i o mało co nie wpadł na samochód policyjny, ale to tak na marginesie). Skądinąd jazda była mało komfortowa: straszliwie trzęsło i na zakrętach piszczało nie do wytrzymania.

Udało mi się natomiast zrobić zdjęcie zza pleców motorniczego. Miał czapkę z czerwonym otokiem, też z dawnych czasów. Na zdjęciu stoi prowadząc tramwaj. Była to plus minus normalna pozycja robocza w starych pojazdach, aczkolwiek do dyspozycji był też wolnostojący wysoki taboret na trzech nogach, coś w rodzaju stołka barowego. Maszynista lewą rękę trzyma na tzw. korbie, którą reguluje szybkość pojazdu. Będzie o tym nieco więcej nieco dalej. W prawym dolnym rogu zdjęcia (kliknij zdjęcie aby powiększyć) widać czerwony pręt z rączka służący do ręcznego przekładania zwrotnic. W niektórych, starszych modelach tramwajów była jeszcze mała szpara w podłodze, przez którą można było przełożyć zwrotnicę nie wysiadając z wagonu. Oczywiście o ile udało się zatrzymać w odpowiednim miejscu, z dokładnością do kilku centymetrów.

Dojechaliśmy na plac Narutowicza. Wysiadłem po jednej stronie placu, by przejść na drugą, gdzie stały „paradne” tramwaje. W międzyczasie pstryknąłem zdjęcie tramwaju typu K na tle współczesnego. Stare i nowe…..

Tramwaj typu K, obsługujący linię 36, na placu Narutowicza

A teraz parę zdjęć wnętrza tramwaju K. Na początek pulpit sterowniczy. Z lewej strony jest korba (chyba oficjalna nazwa jest inna, ale starzy tramwajarze tak o tym mówią), na zdjęciu w pozycji neutralnej. Szybkość jazdy reguluje się poruszając korbę w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara, aż do pozycji odpowiadającej mniej więcej godzinie 4. W przeciwnym kierunku włącza się coraz silniejsze hamowanie silnikami (do pozycji godziny 6.). Obok korby jest miejsce na dźwignię nawrotnika (której na zdjęciu nie ma, bo to jest tylny pomost). Nawrotnik ma pozycje „przód”, „tył” i „zero”. Tę ostatnią można nastawić tylko wtedy gdy korba jest w pozycji neutralnej, i tylko wtedy można nawrotnik zdjąć (by np. przenieść się na drugi pomost aby jechać z przeciwnym kierunku). Druga, duża korba po prawej stronie to hamulec ręczny, konieczny do zatrzymania tramwaju przy małej szybkości i unieruchomieniu go na postoju. Pozioma dźwignia za hamulcem ręcznym włącza piasecznicę. Jedynym ukłonem w stronę współczesności jest czerwony przycisk elektrycznego dzwonka; w oryginalnej wersji dzwonek mechaniczny uruchamiało się pedałem w podłodze. Aha, ten biały prostokąt pod korba hamulca to nie jest stałe wyposażenie pulpitu, tylko rozkład jazdy i inne papiery bez których w dzisiejszych czasach nie da się jeździć.

I jeszcze coś (po lewej) co teraz pewnie nazwałoby się „system łączności wewnątrzpojazdowej”, czyli mechaniczny dzwonek nad głową maszynisty, z linkę idącą przez całą długość wagonu do tylnego pomostu, gdzie urzędował konduktor. Gdy pasażerowie skończyli wsiadać, pociągał on za linkę, dając motorniczemu sygnał do odjazdu. W razie niebezpieczeństwa konduktor lub pasażerowie pociągali za linkę kilkakrotnie: kilka szybkich dzwonków oznaczało „stój”. Mój najstarszy wujek, tramwajarz od lat 1930-tych, mawiał, że gdy „oficjalny” dzwonek nie działał, stukało się szczypcami do przecinania biletów w jakąś metalową część wagonu, i działało to równie dobrze. A po prawej fotka z bezpiecznikami i wyłącznikami (np. świateł we wnętrzu wagonu), nad przednimi drzwiami, bez żadnej skrzynki czy pokrywy. U dołu widać linkę od dzwonka.

No a co jeszcze było do obejrzenia na placu? Było kilka innych starych pojazdów i jeden bardzo nowy, ale nie dało się do nich podejść zanim wyruszyły w drogę. Idea była, że oglądanie z bliska i od środka miało być dopiero po zakończeniu parady, czyli około 13:00, czyli już wtedy gdy miałem być z rodziną. Udało mi się zrobić zdjęcie najstarszemu czynnemu warszawskiemu tramwajowi, typu A, numer boczny 43, z 1908 roku. Warszawa była wtedy pod zaborem rosyjskim. Wszelkie napisy w miejscach publicznych mogły być dwujęzyczne, ale tekst rosyjski musiał być powyżej tekstu polskiego, albo na lewo od niego.

Tramwaj typu A, numer boczny 43, z 1908 roku
Dwujęzyczne tabliczki "Mokotów" i "Niema miejsca"
Dwujęzyczna tabliczka "zabranie się wsiadać i wysiadać podczas ruchu"

No dobrze, a co z tym najnowszym tramwajem? Ano nic, przynajmniej z w tym poście. W ramach czasu który miałem do dyspozycji, nie udało mi się go zobaczyć od środka, ani nawet porządnie z zewnątrz. Chodzi o tramwaj produkcji Hyundai Rotem, którego główną zaletą ma być to, ze jest znacznie cichszy na zakrętach. Na razie trwają odbiory i próby techniczne pierwszych dwóch egzemplarzy, pasażerowie mają zacząć korzystać z nich najpóźniej w listopadzie 2021.

Z tego samego powodu, czyli braku czasu, nie miałem szans przejechać się którymś z eksponowanych tramwajów w czasie parady. Jak się dowiedziałem, jazda miała być bez zatrzymywania się na przystankach i trwać ponad godzinę. Miałem inne zobowiązania… Ale na pociechę załączam (cudzy) film z parady, na pewno lepszy niż ja bym zrobił.

Cmentarzyska

To jest blog kolejowy, więc nie będzie o miejscach wiecznego spoczynku żołnierzy wyklętych czy błogosławionych, tylko o wagonach i lokomotywach, które stoją i niszczeją na pordzewiałych torach zwykle pod gołym niebem. Niektóre z nich doczekają się gruntownego (i kosztownego) remontu po którym trafią do muzeum. A inne, pewnie większość, zardzewieją do reszty i w najlepszym wypadku trafią do hutniczego pieca jako złom.

Naszą wycieczkę (pielgrzymkę??) po kolejowych cmentarzyskach zaczniemy w północnym Sudanie, w mieście Szandi (zwanym też Szendi) nad Nilem, około 150 km na płn-wsch od Chartumu. W mieście jest stacja kolejowa, ale obecnie przejeżdżają przez nią wyłącznie pociągi towarowe. Na peryferiach miasta jest kilka nieużywanych torów, po części przysypanych pustynnym piaskiem, na których stoją martwe lokomotywy i wagony.

Szendi/Szandi: cmentarzysko pociągów

Jedziemy dalej (dużo dalej), proszę wycieczki. Następny przystanek to Boliwia a konkretnie Uyuni, miasteczko położone na ogromnym wyschniętym słonym jeziorze w płd-zach części tego kraju, na wysokości 3653 m n.p.m. W latach 1890-1940 Uyuni było ważnym centrum transportowym obsługującym liczne lokalne kopalnie minerałów. Gdy zasoby kopalin się skończyły, ruch pociągów towarowych zamarł, w słabo zaludnionej okolicy ruchu pasażerskiego nigdy nie było, i nikomu się nie opłacało zabrać wagonów i parowozów, które pozostawiono na torach 3 km od Uyuni. Kilknij na poniższe zdjęcie by je powiększyć:

centarzysko pociągów w Uyuni, Boliwia

A oto jeszcze kilka zdjęć z Uyuni:

centrarzyski pocigow, Uyuni, Boliwia

Wracamy do Europy, a konkretnie na Węgry, na peryferie Budapesztu, gdzie znajduje sie Istvántelki főműhely czyli Główny Warsztat Istvántelk. Warsztat ciągle działa i naprawia tabor kolejowy, ale jest tam też kilkadziesiąt wagonów i lokomotyw w różnych stadiach rozpadu. Od jednego z eksponatów pochodzi nieoficjalna nazwa tego miejsca: Cmentarz Pociągów „Czerwona Gwiazda”:

cmentarzysko pociągów Istvantelek

Istvantelek

Istvantelek45

A teraz jedziemy na wschód, do Rosji, do wioski Szumkowo koło miasta Perm u stóp Uralu, blisko granicy między Europą i Azją. Wśród dziko rosnących krzaków, drzew i chwastów na zardzewiałych torach stoki kilkadziesiąt parowozów, najstarszy z roku 1936 a najmłodszy z 1956. Stanowiły one strategiczną rezerwę na wypadek trzeciej wojny światowej: w razie zniszczenia trakcji elektrycznej miały zastąpić elektrowozy. W szczycie zimnej wojny stacjonowało tam około 140 lokomotyw,  Część z nich została zakupiona przez chińskich kolekcjonerów, niektóre trafiły do muzeów.  Ale i tak jest tam co oglądać.cmentarzysko parowozów Szumkowp

cmentarzysko parowozów Szumkowo
cmentarzyslo parowozów Szumkowo

Pora wracać do Polski, a konkretnie do Krakowa.  Są tam nie tylko groby królewskie i kopce upamiętniające legendarnych słowiańskich władców, ale też cmentarzysko parowozów koło stacji Kraków Płaszów. Przy tej ważnej stacji w 1927 roku zbudowano istniejącą do dziś parowozownię wachlarzową. Obecnie na jej terenie stacjonują wraki starych parowozów i wagonów.cmentaezysko Kraków Płaszów

cmentarzysko Kraków Płaszów

cmentarzysko Kraków Płaszów

Autor serdecznie dziękuje blogerce o ksywce „agnecha” za zasugerowanie tego tematu.

zdjęcia
Sudan: Panoramio/Wolodymyr
Boliwia: Wikipedia/Martin St-Amant CC BY 3.0, Horizons Unlimited/Ian Moor, China Daily, SMH
Węgry: Wikipedia/Christo CC BY SA 4.0, >URBEX Hungary CC BY 2.0
Rosja: ©Pavel Raspopov
Polska: Jacek Skóra

%d blogerów lubi to: