Kolej na kolej

Strona główna » Posty oznaczone 'parowóz'

Archiwa tagu: parowóz

Stare i nowe

Znalazłem tę fotografię w jednym z wielu zakurzonych kątów internetu. Jest ona zrobiona na stacji Bołogoje, położonej z dokładnością do kilku kilometrów w połowie linii kolejowej Moskwa – Petersburg.
Zdjęcie jest opublikowane w marcu 2019, więc pewnie pochodzi z tamtego miesiąca i roku.

Parowóz i pociąg dużych prędkości Sapsan na stacji Bołogoje w zimowym krajobrazie

Pociąg po prawej stronie to Sapsan (Сапсан, po polsku: sokół)), rosyjski pociąg dużych prędkości. Rosyjski w sensie że jeździ w Rosji, ale jest on wyprodukowany w Niemczech przez Siemensa.(model Velaro RUS). W maju 2006 rosyjskie koleje państwowe (РЖД) zamówiły osiem takich pociągów wraz z ich utrzymaniem przez 30 lat, za 600 milionów euro. W grudniu 2011 zamówiono dodatkowe osiem pociągów. Kursują one na trasie Petersburg – Moskwa – Niżni Nowogród z prędkościami do 250 km/h.

Po lewej stronie jest parowóz (jakby ktoś miał wątpliwości), o numerze L-5248 (Л-5248). Jak na parowozy to on jest całkiem młody – wyprodukowany w 1955 roku w Woroszyłowgradzkiej Fabryce im. Rewolucji Październikowej (Ворошиловградский завод имени Октябрьской революции). Historyczna i obecna nazwa miasta Woroszyłowgrad to Ługańsk, a fabryka została założona 1896 roku pod nazwą (tu należy wziąć głęboki wdech): „Zakład budowy parowozów rosyjskiego towarzystwa fabryk przemysłu maszynowego Hartmanna w Ługańsku” (Паровозостроительный завод Русского общества машиностроительных заводов Гартмана в Луганске). Fabryka ta nadal działa pod nazwą „Ługańska fabryka lokomotyw spalinowych” (Луганский тепловозостроительный завод Лугансктепловоз).

Ale co ten parowóz pod parą robi na stacji? Otóż w soboty kursują parowe pociągi na około stukilometrowej trasie Bołogoje – Ostaszków i właśnie taki pociąg jest na zdjęciu. Oto promocyjny film z podróży (nazwa pociągu Seliger pochodzi od jeziora nad którym leży Ostaszków):

Parowóz TKt48 unieruchomiony: brakuje pieniędzy na naprawę

Parowóz TKt48-18, do tej pory jedyny czynny w jaworzyńskim Muzeum Kolejnictwa i na całym Dolnym Śląsku, oczekuje na główną naprawę rewizyjną. Taka naprawa to trwający wiele tygodni niemal całkowity demontaż parowozu, a następnie dokładny przegląd wszystkich części. Jej celem jest doprowadzenie parowozu do stanu jak najbardziej zbliżonego do stanu fabrycznego.

Parowóz TKt48-18 na obrotnicy w Jaworzynie Ślaskiej w 2013 roku
TKt48-18 w Jaworzynie Ślaskiej w 2013 roku (Wikipedia: Travelarz)

Ostatnie pociągi prowadzone przez TKt48-18 jeździły w październiku 2020. Od tego czasu minął wymagany przepisami termin naprawy głównej. Trwa zbieranie funduszy na jej przeprowadzenie. Droga do powrotu maszyny na tory jest jednak daleka: trzeba będzie poczekać co najmniej półtora roku.

W międzyczasie proponuję obejrzeć film z przejazdy pociągu retro, prowadzonego TKt48-18, do Szklarskiej Poręby w 2017 roku:

Zamknięcie i ograniczenie działalności muzeum spowodowane restrykcjami pandemicznymi bardzo źle wpłynęły na jego finanse. Wprawdzie otwarty teren i duże przestrzenie, na których stoją eksponaty zezwalały na przyjęcie skromnej liczby gości, ale nie uratowało to muzeum przed katastrofą finansową. Katarzyna Szczerbińska Tercjak, dyrektorka muzeum, mówi że w 2020 roku nie było praktycznie w ogóle turystów zagranicznych i w ogóle liczba odwiedzających w tamtym roku była w porównaniu z poprzednimi sezonami znikoma.

Kiedy ujrzymy jaworzyńską TKt48 znów pod parą? Według pani Katarzyny Szczerbińskiej-Tercjak nieprędko, nie wcześniej niż za co najmniej półtora roku. Koszt przeprowadzenia naprawy rewizyjnej wynosi kilkaset tysięcy złotych. W muzeum trwają tymczasem również kosztowne prace przy renowacji budynków. Optymizm dyrekcji budzi jednak bardzo dobra frekwencja w bieżącym sezonie turystycznym, co pozwoli podreperować budżet.

 Parowóz TKt48-18 wyprodukowano w 1951 roku w zakładach H. Cegielski w Poznaniu. i początkowo pracował w parowozowni Warszawa Wschodnia. W 1964 został przeniesiony na Dolny Śląsk (lokomotywownia w Jeleniej Górze), a w 1994 został przekazany skansenowi w Jaworzynie Śląskiej,

Wrocław: pociąg do nieba

Na placu Strzegomskim stoi… rzeźba? pomnik?… parowóz na szynach idących (prawie) pionowo w górę. Skąd to się wzięło i o co tu chodzi?

Pociąg do nieba (fot. Paweł Relikowski)

Na to drugie pytanie pewnie nie ma prostej odpowiedzi: według twórcy, Andrzeja Jarodzkiego, jest to „poetycki obiekt w przestrzeni miejskiej z wykorzystaniem prawdziwej lokomotywy. To też idea lokomotywy-parowozu jadącego do nieba, narzędzia-maszyny, która pozwala człowiekowi spełniać marzenia o przekraczaniu czasu, granic, niemożliwego„. Nie jestem artystą, więc dalej nie rozumiem, ale nie muszę….

To (czyli parowóz) wzięło się ze zbiorów Muzeum Kolejnictwa w Jaworzynie Śląskiej. Jest to prawdziwa lokomotywa parowa Ty2-1035, wyprodukowana w 1944 roku w niemieckiej firmie Orenstein & Koppel w ramach serii BR 52 (tzw. lokomotywy wojenne).

Pomysł artystycznego przedstawienia lokomotywy wspinającej się do nieba przyszedł Andrzejowi Jarodzkiemu do głowy w 1993 roku, Powstały dwa obrazy z tym motywem (zdjęcia: Galeria Miejska we Wrocławiu) :

Andrzej Jarodzki, „Pociąg do nieba”, 1993

Andrzej Jarodzki, „Pociąg do nieba”, 2010

W październiku 2010 artyście udało się uzyskać poparcie wrocławskiej firmy architektoniczno-deweloperskiej Archicom, która zajęła się finansową i techniczną stroną ustawienia lokomotywy. Lokalizacja, na placu Strzegomskim, nawiązuje do istniejącej od 1832 roku w tej okolicy fabryki pojazdów kolejowych Linke-Hofmann-Werke (późniejszy Pafawag, obecnie Bombardier). Na placu Strzegomskim stoi teraz ustawiona pod kątem 80 stopni lokomotywa na torach umocowanych na 32 podkładach. Łączna waga instalacji to 82 tony, wysokość to 21 metrów, co czyni ją największą rzeźbą w Polsce.

Oto krótki film pokazujący ustawianie lokomotywy na postumencie

Podziękowania dla współblogerki znanej jako Lucia za zwrócenie mojej uwagi na ten niezwykły kolejowo-artystyczny obiekt.

Czarne chmury nad parowozownią w Wolsztynie

I nie chodzi tu o chmury czarnego dymu z parowozów….

Parowozownia Wolsztyn to jedyne w Europie (jeśli nie na świecie) miejsce które dostarcza parowozów do obsługi codziennych regularnych (nie turystycznych) parowych pociągów pasażerskich. Nie wiadomo jak długo jeszcze będzie w stanie to robić.

Parowóz Ol49-69

Wolsztyn to nieduże miasto w województwie wielkopolskim, położone około 70 km na płd.-zach. od Poznania. Parowozownia powstała tam w 1907 roku i szczęśliwie przetrwała obie wojny światowe. W roku 2003 spółka PKP Cargo S.A. przejęła parowozownię wraz z zabytkowymi parowozami i wagonami osobowymi. W kwietniu 2014 zawieszono kursowanie regularnych pociągów parowych. Od czerwca 2016 r. parowozownia Wolsztyn funkcjonuje jako instytucja kultury województwa wielkopolskiego finansowana przez województwo wielkopolskie, gminę Wolsztyn, powiat wolsztyński oraz PKP Cargo. Regularne przewozy pasażerskie zostały przywrócone 15 maja 2017 roku.

A teraz o skrzeczącej rzeczywistości, czyli o pieniądzach. Plan finansowy parowozowni na rok 2020 zakładał budżet w wysokości 7,3 mln zł. Miało się na to składać 4,1 mln zł dochodów własnych oraz 3,2 mln zł dotacji (każdy z czterech wymienionych wyżej oficjalnych sponsorów miał wpłacić po 800 tys. zł).

Dochody własne zostały z powodu pandemii koronawirusa poważnie uszczuplone. Parowozownia musiała wstrzymać przyjmowanie zwiedzających, zawiesić realizację zaplanowanych wcześniej przewozów turystycznych i pociągów retro, a także jazd parowozów dla realizacji filmów. Coroczna Parada Parowozów, ściągająca wielu entuzjastów kolejnictwa (oraz zagraniczne parowozy na „gościnnych występach”) nie odbędzie się w tym roku. Impreza ta nie przynosiła zysku, ale była najlepszą reklamą, po której pojawiały się poważne zamówienia.

Co gorsza, PKP Cargo SA nie przekazało obiecanych kwot ani w 2019 ani w 2020 roku. W tej sytuacji również powiat wstrzymał z dniem 1 marca przekazywanie dofinansowania. Jedynymi działającymi bez opóźnień źródłami pieniędzy są samorządy: wojewódzki i gminny.

Na pytania dotyczące finansowania parowozowni, rzecznik prasowy PKP Cargo, Krzysztof Losz, odpowiedział: „PKP Cargo nie będzie komentować medialnych wypowiedzi na temat sytuacji finansowej Instytucji Kultury Parowozownia Wolsztyn„. Z mojego doświadczenia wynika, że jeśłi państwowa instytucja mówi „nie będziemy komentować medialnych wypowiedzi”, to nie wróży to nic dobrego.

W tej sytuacji parowozownia postanowiła ogłosić internetową zbiórkę pieniędzy. Byłoby wielką szkodą gdyby ta unikalna instytucja nie znalazła wyjścia z obecnego kryzysu finansowego.

zdjęcie: parowozownia Wolsztyn
wykorzystano materiały z „Rynku Kolejowego”

Cmentarzyska

To jest blog kolejowy, więc nie będzie o miejscach wiecznego spoczynku żołnierzy wyklętych czy błogosławionych, tylko o wagonach i lokomotywach, które stoją i niszczeją na pordzewiałych torach zwykle pod gołym niebem. Niektóre z nich doczekają się gruntownego (i kosztownego) remontu po którym trafią do muzeum. A inne, pewnie większość, zardzewieją do reszty i w najlepszym wypadku trafią do hutniczego pieca jako złom.

Naszą wycieczkę (pielgrzymkę??) po kolejowych cmentarzyskach zaczniemy w północnym Sudanie, w mieście Szandi (zwanym też Szendi) nad Nilem, około 150 km na płn-wsch od Chartumu. W mieście jest stacja kolejowa, ale obecnie przejeżdżają przez nią wyłącznie pociągi towarowe. Na peryferiach miasta jest kilka nieużywanych torów, po części przysypanych pustynnym piaskiem, na których stoją martwe lokomotywy i wagony.

Szendi/Szandi: cmentarzysko pociągów

Jedziemy dalej (dużo dalej), proszę wycieczki. Następny przystanek to Boliwia a konkretnie Uyuni, miasteczko położone na ogromnym wyschniętym słonym jeziorze w płd-zach części tego kraju, na wysokości 3653 m n.p.m. W latach 1890-1940 Uyuni było ważnym centrum transportowym obsługującym liczne lokalne kopalnie minerałów. Gdy zasoby kopalin się skończyły, ruch pociągów towarowych zamarł, w słabo zaludnionej okolicy ruchu pasażerskiego nigdy nie było, i nikomu się nie opłacało zabrać wagonów i parowozów, które pozostawiono na torach 3 km od Uyuni. Kilknij na poniższe zdjęcie by je powiększyć:

centarzysko pociągów w Uyuni, Boliwia

A oto jeszcze kilka zdjęć z Uyuni:

centrarzyski pocigow, Uyuni, Boliwia

Wracamy do Europy, a konkretnie na Węgry, na peryferie Budapesztu, gdzie znajduje sie Istvántelki főműhely czyli Główny Warsztat Istvántelk. Warsztat ciągle działa i naprawia tabor kolejowy, ale jest tam też kilkadziesiąt wagonów i lokomotyw w różnych stadiach rozpadu. Od jednego z eksponatów pochodzi nieoficjalna nazwa tego miejsca: Cmentarz Pociągów „Czerwona Gwiazda”:

cmentarzysko pociągów Istvantelek

Istvantelek

Istvantelek45

A teraz jedziemy na wschód, do Rosji, do wioski Szumkowo koło miasta Perm u stóp Uralu, blisko granicy między Europą i Azją. Wśród dziko rosnących krzaków, drzew i chwastów na zardzewiałych torach stoki kilkadziesiąt parowozów, najstarszy z roku 1936 a najmłodszy z 1956. Stanowiły one strategiczną rezerwę na wypadek trzeciej wojny światowej: w razie zniszczenia trakcji elektrycznej miały zastąpić elektrowozy. W szczycie zimnej wojny stacjonowało tam około 140 lokomotyw,  Część z nich została zakupiona przez chińskich kolekcjonerów, niektóre trafiły do muzeów.  Ale i tak jest tam co oglądać.cmentarzysko parowozów Szumkowp

cmentarzysko parowozów Szumkowo
cmentarzyslo parowozów Szumkowo

Pora wracać do Polski, a konkretnie do Krakowa.  Są tam nie tylko groby królewskie i kopce upamiętniające legendarnych słowiańskich władców, ale też cmentarzysko parowozów koło stacji Kraków Płaszów. Przy tej ważnej stacji w 1927 roku zbudowano istniejącą do dziś parowozownię wachlarzową. Obecnie na jej terenie stacjonują wraki starych parowozów i wagonów.cmentaezysko Kraków Płaszów

cmentarzysko Kraków Płaszów

cmentarzysko Kraków Płaszów

Autor serdecznie dziękuje blogerce o ksywce „agnecha” za zasugerowanie tego tematu.

zdjęcia
Sudan: Panoramio/Wolodymyr
Boliwia: Wikipedia/Martin St-Amant CC BY 3.0, Horizons Unlimited/Ian Moor, China Daily, SMH
Węgry: Wikipedia/Christo CC BY SA 4.0, >URBEX Hungary CC BY 2.0
Rosja: ©Pavel Raspopov
Polska: Jacek Skóra

Parowóz i pług śnieżny

Jakoś zima się nie udała w tym roku…. Żeby nie zapomnieć jak wygląda, i co może zrobić z ruchem kolejowym, obejrzyjmy kilka filmików z Cumbres & Toltec Railroad,140-letniej linii, obecnie turystycznej,  na granicy amerykańskich stanów Colorado i New Mexico. Przechodzi ona przez  Cumbres Pass na wysokości 3052 metrów, więc w zimie śniegu tam nie brakuje.

Parowozy popychają wirnikowy pług śnieżny, w użyciu po raz pierwszy od dwudziestu trzech lat:

A tu inne ujęcie tej samej akcji:

Tu jest spektakularny widok na San Juan Mountains przez które prowadzi Cumbres & Toltec Railroad. Też w zimie, też są parowozy, tyle że pług jest lemieszowy,…

Z przykrością zaznaczam, że nie jestem autorem tych filmików 😦

%d blogerów lubi to: